LowKeyPine - Azkaban Lyrics

Lyrics Azkaban - LowKeyPine




Dwie nieprzespane noce
Trzy nieprzespane noce
Czekam tu na ciebie, chociaż marznę, chociaż moknę
Lekki chłód leci, para z ust mi
Na rzęsach lód, weź je popraw, póki
Jeszcze widzisz coś
Nie mam jak tam wrócić
Na butli szron, weź mi nalej wódki
Jakby pytał ktoś, jestem niedostępny
Piszę tekst, zjadłem już na tym zęby
Na tobie też, a nie jako pierwszy
Mam się określić, daj znać do kiedy
Ja zdzieram głos, czuję się okropnie
Druga długą noc palę blanta w oknie
Zanim wyjdziesz, zostaw mi coś po sobie
Daj mi zrobić fotkę, mam już dość wspomnień
Głośniej, powtórz to głośniej, że kochasz
Młody chłopak się zakochał po nocach
Jestem twój, jesteś prawie moja
Nie widać nas, pada śnieg, nie brokat
I moknę, leci mi krew na buty
Zapomniałem kurtki, zapomniałaś wrócić
Nie dałaś mi kluczy, nie mam jak się dobić
Trzecia w nocy, hamuję się, żeby nie skoczyć
No, co ty
Dobrze pamiętam twój dotyk (dotyk)
Dobrze pamiętam, jak kłamiesz (kłamiesz)
Filmy i kocyk, indica nie prochy
Zimniej niż w Azkabanie
Zostawisz niedosyt nad ranem
Tobie też mało już, wiem, co się stanie
Wpadniesz tu znowu i znowu zostaniesz
Zostawisz mi zapach na prześcieradle, już czuję
Lekki chłód leci, para z ust mi
Na rzęsach lód, weź je popraw, póki
Jeszcze widzisz coś
Nie mam jak tam wrócić
Na butli szron, weź mi nalej wódki
Lekki chłód leci, para z ust mi
Na rzęsach lód, weź je popraw, póki
Jeszcze widzisz coś
Nie mam jak tam wrócić
Na butli szron, weź mi nalej wódki
Jestem najebany w chuj
Jesteś pojebana w chuj
Nie chcę więcej się tak czuć
Nie chcę więcej się tak czuć
Jestem najebany w chuj
Jesteś pojebana w chuj
Nie chcę więcej się tak czuć
Nie chcę więcej się tak czuć
Połowa zimy, ja dokańczam epkę
Tym razem chciałem, żeby wszystko lepiej
Chciałem napisać pozytywną płytę
A piszę linijki, kurwa, jak Syberię
Piszę o tobie, jak o Julii Szekspir
Usuwam zwrotkę, bo średnio mi siedzi
Marzną mi palce, nie trafiam w litery
Odpiszę później, chyba jeszcze nie śpisz
Myślę o tobie, kiedy gasną światła
Siedzę na bombie, odcięty od świata
Kolejny numer, się o tym powtarzam
I kolejny wieczór, nie schodzi mi faza
Ja nie chcę tam wracać
Ja nie chcę tam być, nie chcę się pokazać
Nie chcesz mnie widzieć, jeszcze zacznij płakać
Nie chcę ciebie stracić, znów jadę do ciebie przez połowę miasta
Dobrze pamiętam twój dotyk (dotyk)
Dobrze pamiętam, jak kłamiesz (kłamiesz)
Filmy i kocyk, indica nie prochy
Zimniej niż w Azkabanie
Zostawiasz niedosyt nad ranem
Tobie też mało już, wiem, co się stanie
Wpadniesz tu znowu i znowu zostaniesz
Zostawisz mi zapach na prześcieradle, już czuję
Lekki chłód leci, para z ust mi
Na rzęsach lód, weź je popraw, póki
Jeszcze widzisz coś
Nie mam jak tam wrócić
Na butli szron, weź mi nalej wódki
Lekki chłód leci, para z ust mi
Na rzęsach lód, weź je popraw, póki
Jeszcze widzisz coś
Nie mam jak tam wrócić
Na butli szron, weź mi nalej wódki
Dwie nieprzespane noce
Trzy nieprzespane noce
Czekam tu na ciebie, chociaż marznę, chociaż moknę



Writer(s): Daniel Sosnowski



Attention! Feel free to leave feedback.